poprzedni inne z numeru
01 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Mówić z odpowiedzialnością
U Piłsudskiego przemiany
Taki kraj - dzień Solidarności
Ja Cię widzę skacz
Zawsze żyć naprawdę
Starszyzna ocenia
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Przepisywane nieodrabiane
Odrabiane nieprzepisywane
Patrick Suskind - Pachnidło
Literaccy uczniowie
Razem młodzi przyjaciele
Pomniki historii 1 - Lisie Jamy
Od patrona 1
SuperSebastian vs Wielka AnarhiAAA
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
02 2005-2006
03 2005-2006
nr 01 2005-2006 drugich oczu
Otrzęsinowe puzzle

Lubię układać puzzle. Zwłaszcza wtedy, kiedy gdzieś zagubiła się instrukcja. Masz wtedy tylko ogólne pojęcie o obrazku i tysiące pozornie niepasujących do siebie kawałków. jesteś skazany na własną wyobraźnię.

Podobnie jest z wydarzeniami, w których nie bierze się udziału. Inni nie są w stanie udzielić ci wszystkich informacji. Z krótkich, czasami nawet urwanych zdań, z pojedynczych słów i tonu głosu musisz stworzyć sobie obraz sytuacji. No, ale od czego wyobraźnia? Ja nie dałam swojej odpocząć. Postawiłam ją przed trudnym zadaniem, mówiąc: „Teraz, moja droga, powyobrażamy sobie otrzęsiny”. Otrzęsiny, na których mnie nie było.

myślałam o nich

Przebywając na seminarium w Katowicach dużo myślałam o tym, co działo się w tym samym czasie (w sobotę 22 października) w murach Zespołu Szkół im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. W Garwolinie, oczywiście. Chora wyobraźnia podsuwała obrazy kolegów z klas drugich okrutnie znęcających się nad pierwszoklasistami. Majaczyły mi jakieś noże, markery i trucizna w postaci budyniu czekoladowego z cebulą. Piękne wizje. Aż żałowałam, że nie mogę tam być.

pytałam o nie

Gdzieś w głębi rosło pragnienie zasięgnięcia informacji o tym wyjątkowym wydarzeniu. Kiedy wróciłam, natychmiast zaczęłam zarzucać niewinnych kolegów (i koleżanki oczywiście też) pytaniami o przebieg sobotniej uroczystości. Usłyszałam kilka dziwnych historii, trochę przerażających opowieści i zaobserwowałam wiele rozmarzonych spojrzeń. I tak z okruchów „wyduszanych” wiadomości powstała opowieść o Otrzęsinach, na których mnie nie było.

oni przyszli

Wcale nie daleko i wcale nie tak dawno w mury zacnej naszej szkoły wkroczyli pierwszoklasiści, którzy z podniesionym czołem mieli poddać się obrzędowi „otrząsania”. Obrzęd ten, posiadający niewątpliwie długą tradycję, przeprowadzać mieli ich starsi o rok koledzy. (Jak do tej pory, jest to historia obiektywna i żaden drugoklasista nie zaprotestuje).

oni patrzyli

Wedle opinii krążących wśród pierwszoklasistów, otrzęsiny zaczęły się wcześnie i trwały dosyć długo. To sobotnie przedpołudnie zapamiętać mieli na zawsze. Rozpoczęło się pokazem artystycznych talentów „tych o rok starszych”, który był, jak zdołałam się dowiedzieć, formą promocji szkoły, przebiegającą pod (nieoficjalnym) hasłem: „Jeszcze rok i będziesz tak twórczy jak my”. Młodzież ze zgrozą wspominała rzeźnika dokonującego aktu egzekucji na misiu wypełnionym dżemem truskawkowym. (Miał to być bodziec zachęcający do nauki – jak już coś robić, to z pasją!). Do poznania innych krajów i kultur zmotywować miała (tak mi powiedzieli!) scenka prezentująca zalety brania udziału w wymianach. Słyszałam też coś o jakiejś pompce (czy bombce), ale z niezwykle zagmatwanych wypowiedzi moich przyjaciół nie mogłam wywnioskować, czy to miała być metafora. Możliwe.

oni przysięgali

Kulminacją otrzęsinowych przeżyć pierwszoklasistów jest otrzęsinowa (a jakże!) przysięga. Młodzież stanęła przed dzierżącym symboliczne pióro wiedzy panem dyrektorem i z zapałem powtarzała: „Korzystać z daru zwanego młodością, dbać o to, co zwie się szkolną radością”. Dalej, już z nieco mniejszym zapałem, powtarzali: „Uczyć się mądrze, bardzo to lubić”.

oni się przemieścili

Po doznaniu artystycznych- przedstawieniowo-przysięgowych - doznań (to było świadome powtórzenie) ze strony drugoklasistów, ale i absolwenta (bo też tam był), młodsza młodzież została przemieszczona (bardzo okrężnymi drogami, podobno) do sal, gdzie miał nastąpić dalszy ciąg sami-wiecie-czego. A, jeszcze, jak mi się wydaje, coś zaprzysiężono. Nowy samorząd, zdaje się.

I tu kończą się moje wiadomości na temat ogólnego obrazu sytuacji, a zaczyna się opowieść o tym, co działo się w 37.

oni się dziwili

A w sali 37, która słynie z twórczej atmosfery, mieli moi koledzy okazję zwiększyć stężenie wapnia w organizmie poprzez picie zwyczajnego (ale właściwie niezwyczajnego, bo otrzęsinowego, a przecież zwyczajnego) mleka. Genialne w swej prostocie. Zdziwienie wzbudził tylko (zarówno we mnie, jak i wśród nich) brak orientalnych wzorów bądź też matematycznych krzywizn wymalowanych na twarzach markerami, ewentualnie szminkami. Nowa moda?

oni rywalizowali

Pierwszoklasiści zaktywizowali się w konkursach. Mieli za zadanie na przykład podawanie sobie jabłek bez użycia rąk (podobno tu i ówdzie błyskały zęby). Bawili się w kalambury, które nie były kalamburami zwyczajnymi. Hasła wydawały się... cóż, interesujące. Jedna z koleżanek z rozrzewnieniem wspomina chwilę, kiedy to na koledze demonstrowała proces wyważania drzwi. (Dlaczego ja tego nie widziałam?!)

Aby humaniści z IIa nie poczuli się odrzuceni („oni się bawią, a my co?”), poddano ich sprawdzianowi „Jak dobrze znasz swoją klasę po roku znajomości?”. Delikwent zdający test musiał z zawiązanymi oczami, za pomocą rąk, rozpoznać osoby ze swojej najbliższej grupy rówieśniczej (czytaj: „klasy”). Rozpoznawano z różnym skutkiem.

Nikt nie mógł tego dnia zostać pominięty, więc obie panie profesor (wychowawczynie humanistów) miały okazję poddać się krzyżowemu ogniowi pytań. No i oczywiście poczęstunkowi.

i oni wyszli

A że w bajkach wszystko zazwyczaj dobrze się kończy, to i moi młodzi przyjaciele z otrzęsin AD 2005 wyszli cało. Wyszli w sobotnie popołudnie inni, bardziej uczniowscy, z większym stężeniem wapnia w organizmie. Uśmiechnięci, zaskoczeni.

I żyli długo i szczęśliwie.... (Tak przynajmniej wynika z moich puzzli.)


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07