poprzedni inne z numeru
01 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Mówić z odpowiedzialnością
U Piłsudskiego przemiany
Taki kraj - dzień Solidarności
Ja Cię widzę skacz
Otrzęsinowe puzzle
Starszyzna ocenia
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Przepisywane nieodrabiane
Odrabiane nieprzepisywane
Patrick Suskind - Pachnidło
Literaccy uczniowie
Razem młodzi przyjaciele
Pomniki historii 1 - Lisie Jamy
Od patrona 1
SuperSebastian vs Wielka AnarhiAAA
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
02 2005-2006
03 2005-2006
nr 01 2005-2006 kultury
Zawsze żyć naprawdę
10 listopada – Święto Niepodległości w naszej szkole.
O wolności, odpowiedzialności i zaangażowaniu – spektakl Ia „Zawsze”

Oczy otwarte szeroko. Zagryzione wargi. Zaciśnięte kciuki. I powtarzane w myślach, jak mantra, zdanie:„Żeby tylko się udało. Żeby tylko wyszło.” Nerwowe zerknięcia na zegarek i w scenariusz. „Żeby tylko nikt się nie pomylił. Żeby reflektor zapalili w odpowiednim momencie...” Zdenerwowanie. A jednocześnie, gdzieś z drugiej strony, głęboka troska o to, żeby zrozumieli. Ci, dla których to wszystko.


Co my chcieliśmy powiedzieć? My – znaczy kto? My - humaniści z Ia, których program „Zawsze” stanowił oprawę artystyczną dla obchodów Święta Niepodległości. My – ludzie młodzi, tacy przejęci, tacy zdenerwowani.

Co chcieliśmy powiedzieć im... Im – to znaczy komu? Pierwszoklasistom z liceum i gimnazjum, samorządom klasowym; nauczycielom i pracownikom szkoły; tym wszystkim, którzy chcieli nas słuchać.

Czasami ogarniało zwątpienie, nic już się nie chciało. Ale nie poddaliśmy się, bo nie było nam wszystko jedno. Nam zależało.

Na czym? Żeby to nie był tylko obowiązek, odśpiewanie hymnu i wyrecytowanie kilku wierszy. Chcieliśmy, żeby w sercach wychodzących coś po naszym spektaklu pozostało. Może kilka słów, może melodia, może jakiś obraz. Żeby wyszli z sali choć trochę bogatsi. Bogatsi dzięki nam.

W trakcie przygotowań najważniejsza była technika – jak się poruszać, żeby nie zaplątać się w kable, jak powiedzieć, żeby było słychać, jak szybko i sprawnie podać mikrofon. A podczas samego występu? Co się wtedy liczyło?

Siedziałam pośród publiczności i słuchałam tych samych słów po raz kolejny. Ale odnajdywałam w nich wciąż nową magię, nowe odcienie emocji. To już nie byli ci sami ludzie, co na próbach. Oczy zapalały się blaskiem, plecy prostowały, w żyłach grał „Mazurek Dąbrowskiego”. Oni... poczuli wolność. A ja razem z nimi.

Siedziałam pośród publiczności i patrzyłam ze zdziwieniem, jak małe okruchy tworzą wielką całość. Wspominałam pisanie tego scenariusza, podobne do układania puzzli z tysięcy elementów. Wspominałam...


W głowie króciutkie migawki z długiego okresu przygotowań. Wrzesień. Biwak i trzy dłonie powoli unoszące się w górę. „Bo my możemy się tym zająć...” Początek października. Późna noc i rozłożone na dywanie stosy notatek. „A może Nie jesteś jednak tak bezwolny?” „Tak, i jeszcze Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach.” Połowa października. Rozdawanie ról. Egzemplarze scenariusza i ołówki w dłoniach. „Bo ja bym wolała mówić co innego, to mi się nie podoba.” Początek listopada. Seria „prób generalnych”. Mikrofon i ręka podpierająca czoło. „Zacznijmy jeszcze raz.”

Bywało ciężko. Stworzyłyśmy sobie (my, reżyserki) pewną koncepcję idealną, z której niełatwo było zrezygnować. Oczyma wyobraźni widziałyśmy aktorów i wokalistów. Widziałyśmy, a nagle: „Wiesz, ja nie mogę, ja się nie nadaję.” Stalowy błysk w oku, zaciśnięte wargi i krótkie: „Zaśpiewasz”.


Ale czy mówili i śpiewali tylko dlatego, że im kazałyśmy, bo pasowali nam do całości? Przecież gdyby naprawdę nie chcieli, nie wystąpiliby. Więc jednak... chcieli? Chcieli zostawać po lekcjach, chodzić na próby? Może marzył im się właśnie taki spektakl, który połączy z wolnością i homilię Papieża, i wiersze wielkich poetów, i piosenkę Republiki? Który pokaże, że wolność jest tuż obok?...

Mówi się, że młodzież jest trudna, że pragmatyczna, że bez błysku w oku. Że niedojrzała. Bo te 16 lat to naprawdę niewiele. Mało. Czy przypadkiem nie zbyt mało, żeby mówić o rzeczach wielkich? Nie! To miał być nasz program. Nasz.

„Gdzie oni są? (...) Zawsze było ich niewielu. Teraz jestem sam.” Ja nie zostałam sama. Miałam obok siebie ludzi, na których można było polegać. Którzy cierpliwie przynosili i odnosili parawany, układali cegły, zapalali znicze. Zaprzeczenie stereotypu młodzieży, której wszystko jedno.

Koniec retardacji. Moment kulminacyjny, finał. Ostatnie słowa. I cisza. Reflektor gaśnie. Nagle - oklaski. Burza braw, nagroda za nasz wysiłek i zdenerwowanie, uchodzące teraz jak z przekłutego balonika. Ulga.


Tak bardzo chciałabym być teraz obok nich. Przytulić i powiedzieć: Byliście świetni. Ale zanim do nich dojdę, sama zostanę wyściskana przez wiele osób. Usłyszę „pięknie” i „ciekawie”, „cudownie” i „fantastycznie”. Aż wreszcie usłyszę: „Zrobiliście kawał dobrej roboty”. I wtedy w oczach pojawią się łzy.
Dziś emocje opadły, wróciłam do codzienności. Ale nie jestem już taka sama jak wcześniej. Jakaś cząstka tego spektaklu żyje we mnie nadal.

A inni?

Przy stoliku moi współpracownicy. Uśmiech, odsunięte krzesło i pytanie: „Co ci dało Zawsze? „Bardzo nas ze sobą związało”. „Odkryło charaktery, pokazało, na kogo można liczyć, na kim polegać". „Pozwoliło poczuć się odpowiedzialnym za siebie, ale i za innych”. „Wytyczyło jakąś drogę artystyczną, którą możemy podążać.” „Drogę polegającą na niepowielaniu stereotypów.”

To są korzyści, które odnieśliśmy my, organizatorzy. A co daliśmy Im – tym, którzy mieli wyjść z sali bogatsi?

Kolejny uśmiech, znowu odsunięte krzesło i podobne pytanie: „Co pamiętasz z naszego spektaklu?” Dużo muzyki – Republika, „Mury”, „Jaskółka”. Fajne brzmienie. „Przesłanie Pana Cogito” - podobało mi się najbardziej. Co zapamiętałem? Żeby się nie bać być wolnym.

„Zawsze” tworzyliśmy z malutkich ziarenek słów, obrazów, dźwięków. I trochę tych ziarenek pozostało w sercach młodych ludzi. Ziarenek, które może zakiełkują w przyszłości, gdy trzeba będzie dokonać trudnego wyboru.

Dużo o tym spektaklu rozmawiałam z innymi. A teraz przyszedł czas na pytanie chyba najtrudniejsze: Czym on był dla mnie?

Przygotowując ten program, zgubiłam gdzieś dwa tygodnie prozaicznego życia. Odnalazłam je w innej rzeczywistości, na styku płaszczyzn wielkich idei i kapryśnego reflektora. Odnalazłam je w kraju sztuki, „Traktatu moralnego” i „Przesłania Pana Cogito”. Przez dwa tygodnie podawałam rękę Bryllowi i wraz z Republiką pytałam „Gdzie oni są?”. Żyłam od próby do próby, nie wysypiając się i krzycząc na wszystkich dookoła. Ale wtedy żyłam naprawdę.


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07