poprzedni inne z numeru
01 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Mówić z odpowiedzialnością
U Piłsudskiego przemiany
Taki kraj - dzień Solidarności
Zawsze żyć naprawdę
Otrzęsinowe puzzle
Starszyzna ocenia
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Przepisywane nieodrabiane
Odrabiane nieprzepisywane
Patrick Suskind - Pachnidło
Literaccy uczniowie
Razem młodzi przyjaciele
Pomniki historii 1 - Lisie Jamy
Od patrona 1
SuperSebastian vs Wielka AnarhiAAA
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
02 2005-2006
03 2005-2006
nr 01 2005-2006 kultury
Ja Cię widzę skacz
Jan Paweł II - orędownik miłości
miłość wyszarpana na strunach gitary
i wyśpiewana do mikrofonu
inaczej wygląda
niż ta w życiu codziennym

Staliśmy ramię przy ramieniu i patrzyliśmy. Drzwi ledwo się domykały, ale przecież nikt nie powiedział, że muszą się domykać. W zasadzie to nawet dobrze – choć trochę tej niezwykłej atmosfery mogło wydostać się na zewnątrz i rozejść po zimnych szkolnych korytarzach. Bo wewnątrz sali gimnastycznej wyczuwaliśmy coś innego, coś, co jednoznacznie zmuszało do patrzenia w ten jeden punkt na scenie.

A więc wzrok nasz podążył drogą. Też naszą. Właśnie tą, którą pokonujemy każdego dnia podążając do celu. I szedł powoli między świeczkami po gładkiej, ciemnej ziemi, nie spotkał przeszkód, nie potknął się ani razu, nawet się nie zachwiał. Zatrzymał się nagle i z pokorą wzniósł ku górze. Zamilkł pod wpływem tego, co mu się ukazało. Słuchał.


Od pytań bez odpowiedzi, na które odpowiedzi istnieją (nie spodziewałbyś się, jak blisko i jak łatwo możne je uzyskać). Poprzez Syna Bożego, w którego wierzymy, aż do niego – do tego, któremu ten czas był poświęcony. Do kogoś, kto posiadał wewnętrzną siłę większą niż którykolwiek człowiek. Gromadził wokół siebie młodych ludzi i przekazywał im treści, a oni z ufnością szli za nim. Do Jana Pawła II – naszego, jak zwykliśmy mówić, papieża Polaka.

„Śniło mi się, że przeprowadziłam wywiad z Bogiem.” – wywiad krótki, kilka pytań, kilka odpowiedzi. Jakże ważnych. Jakże potrzebnych człowiekowi w dzisiejszym świecie. Bo wreszcie zaczęliśmy się zastanawiać. Czy ja rzeczywiście, tak bezgranicznie ufam Bogu? Czy musi uczyć mnie rzeczy tak podstawowych, jak świadomość tego, że On jeden jest przy mnie zawsze? Zawsze to bardzo długo.

Potem wzrok wsłuchał się w opowieść. Była to niedługa historia małego dziecka, które zostało uwięzione na poddaszu płonącego domu. Nie było już żadnych szans na jakąkolwiek pomoc. „Nagle na górze otwiera się okno, staje w nim dziecko i woła rozpaczliwie o ratunek. Ojciec rozkazuje krótko: Skacz! Chłopiec jednak widzi tylko dym i płomienie, boi się, ale słysząc głos ojca odpowiada: Tatusiu, ja cię nie widzę! Ojciec na to krzyczy z całych sił: Ale ja cię widzę, to wystarczy; skacz!”. Wzrok pogrążył się we mgle – ile to razy Bóg wołał do niego: skacz! Ile to razy za Bogiem owo ‘skacz!’ powtarzał Karol Wojtyła? Ile to razy odwracaliśmy się i ginęliśmy w płomieniach...

Czy wybaczam? Czy powtarzam za Papieżem, że wybaczać należy 777 razy? Czy wygarniając najpierw wszystkie swoje żale, gniewając się i odwracając bez dania drugiej możliwości na poprawę, powtarzam: „...jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...”?

Chwila ciszy. W myśli te wszystkie drogowskazy, które nam podarował - niemalże bardzo przejrzysta i dostępna mapa, którą wystarczy dobrze czytać, aby bez problemów dojść do Boga. Ciemne tęsknoty, które rozjaśnił. Pamięć Jego dobrego uśmiechu, który tak niezwykle pokrzepiał i jednoznacznie mówił, że warto jest powstawać. Nagle obraz – na czarnym tle widniały literki. Jedne, drugie, trzecie, czwarte, kolejne... nie było już Jego głosu, tylko ta straszna cisza i informacje o zawieszeniu nadawania programów.

Jak dobrze to pamiętamy. Pierwszy komunikat. Łzy. Plac świętego Piotra, a tam ci, których On szukał i przyszli do Niego.

Tutaj w Garwolinie: kwiaty i świeczki przed tablicą upamiętniającą pielgrzymki Ojca Świętego do ojczyzny. Czwartek wieczorem, 7 kwietnia, wzdłuż ulicy Jana Pawła II nieprzerwany ciąg zniczy i łez. Modliliśmy się – właśnie tak, jak On nas tego wcześniej nauczył.


Atmosfera natychmiast się zmieniła. Tak, jak do tej pory każdy z nas wysyłał swój wzrok pod portret Jana Pawła II, każdy siedział osobno i indywidualnie przeżywał – tak nagle poczuliśmy się inaczej. Teraz wszyscy siedzieliśmy razem, czuliśmy ten sam smutek, patrzyliśmy na Jego twarz na ekranie. Na tę krótką chwilę potrafiliśmy się zjednoczyć - jak potrafiliśmy jednoczyć się w kwietniu.

„Jednak nasz papież najbardziej lubił stać na bramce.” – był podobny do nas, taki zwykły, skromny, codzienny, wrażliwy. Obok tego wszystkiego posiadał ogromną wiarę – siłę, której my nie znamy. Którą staramy się codziennie pogłębiać, a mimo to, tak wiele jej brakuje. Niewyobrażalnie dużo.

Zmieniał się bardzo. Wzrok patrzył na niego i odnotowywał zmiany, bo zmiany są naturalne dla życia. Teraz miał przed sobą jeden obraz, ale i tak pamiętał wszystko, co było przed i to, co było po. Wreszcie usłyszał: „ale to, co pozostało niezmienne przez te wszystkie lata, to pełne miłości serce”. Czy moje serce jest gotowe, aby sprostać takiemu zadaniu? Czy ja zdołam nieść taki ciężar przez całe życie, przecież to jest trudne. Trudne, ale warto – nauczył mnie papież.

Miłość wyszarpana na strunach gitary i wyśpiewana do mikrofonu inaczej wygląda niż ta, którą widzimy w życiu codziennym. Dlaczego? Skoro jest taka sama i my tak samo ją rozumiemy? Skoro stoimy obok tych samych ludzi mijanych codziennie na ulicy? Twarze mają te same, tak samo się poruszają. W oczach ich jednak wyraźniej teraz widać blask.

Potem wychodziliśmy, z „Barką” na ustach. Organizatorzy (klasa IIb z wychowawczynią, panią Ewą Gałązką) zostali. Ale nić nie pękła. Łączność sceny z nami – patrzącymi, została. Każdy wziął swój wzrok i popędził do codziennych spraw, jakie zwykliśmy załatwiać w czasie trwania długiej przerwy. I choć ledwie domknięte drzwi stały teraz otwarte na oścież, nic to nie zmieniło.

Czy to możliwe, aby spojrzenie człowieka zmieniło się podczas 45 minut wyjętych z planu lekcji w zwykły wtorkowy dzień?


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07