poprzedni inne z numeru
02 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Historyczne pytania o człowieka - rozmowa z Emilem Wiśniewskim
Trudne chwile z nadzieją
Tam czyli gdzie czyli imię szkoły
Azyl w szkole czyli mój kawałek podłogi
Słów tysiące miliony
Instrukcja obsługi instynktu samozachowawczego
Przegrajmy w ten jeden dzień z WOŚP
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Powraca niespodziewanie
Wzruszacz for men
Zasłuchane
Traje... traje... co?
SDM do tego co lepsze
Od patrona 2
Od patrona 3
Pomniki historii 2 - Powstanie Styczniowe
Nie śpij. Wróg czuwa!
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
01 2005-2006
03 2005-2006
nr 02 2005-2006 dwóch stron . czyli temat
Gramy dzień dłużej z WOŚP
zdążyć do kolejki

Aby zostać wolontariuszem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nie wystarczy oglądać reklamy, a w przeddzień akcji pobiec do sztabu i z uśmiechem na twarzy odebrać identyfikator. Liczba kwestujących na danym terenie jest ograniczona, a że chętnych jest wielu, trzeba zdążyć z wpisaniem się do kolejki. W listopadzie, nauczona doświadczeniami lat poprzednich (gdzie mnóstwo ludzi chciało, ale nie zdążyło), już po raz trzeci, ze zdjęciem w ręku, pomaszerowałam do CSiK (dawniej GOK) w tym właśnie celu.

Jak się okazało - i tym razem zdążyłam. Trzeci rok z rzędu zbierałam na WOŚP. W tym roku (konkretnie) na sprzęt ratujący życie dzieci poszkodowanych w wypadkach i na naukę pierwszej pomocy.

orkiestrowy ekwipunek

Na szyi identyfikator prezentujący po jednej stronie zdjęcie, adres i numer, który został mi przypisany w kolejce (co by było wiadomo, że ja to ja i że można śmiało wrzucać do mojej puszki), a z drugiej deklarację zapewniającą o nienadużywaniu Orkiestry; w rękach trochę niepospolita, sześciokątna i jak na razie lekka puszka, w kieszeni całe multum niewielkich, czerwonych, orkiestrowych serduszek, wysoko podwiązany szalik i ciepłe rękawiczki (spoczywające w plecaku, bo w stanie użycia w dużym stopniu utrudniają przytwierdzanie serc do wrzucających); jednym słowem: gotowość do akcji.

Każdy kwestujący, zanim rzuci się w wir poszukiwania ludzi dobrej woli, zostaje wyposażony w orkiestrowy ekwipunek, który pozwala na odróżnienie go od przeciętnego obywatela zmierzającego sobie spokojnie na niedzielną mszę świętą. Są to elementy niezaprzeczalnie niezbędne, aby móc nazywać siebie wolontariuszem. Tak więc rankiem 8 stycznia, stojąc przed sztabem i zastanawiając się, w którą stronę podążyć na początku, wyglądałam już tak, jak należy.

przytupując godzinami

Zadanie nie jest proste. Mróz, wiatr, śnieg...

I w takich warunkach trzeba wykrzesać z siebie choć tę odrobinę uśmiechu, trzeba umieć znaleźć energię po to, by podbiegać do coraz to innych osób i nie zrażać się, gdy odchodzą nie zaczepiwszy cię nawet spojrzeniem, trzeba przytupywać godzinami w skrzypiący śnieg i dziękować za każdy wrzucony grosik. Są momenty, gdy już naprawdę chce się do domu. Po tych kilku godzinach biegania wkoło z dzwoniącą puszką, ze zmarzniętymi dłońmi i bolącymi nogami pojawia się uczucie zmęczenia. I wtedy właśnie liczby na puszce dodają energii: 64 miliony USD kosztował sprzęt pracujący w 650 szpitalach, 1315 prywatnych pomp insulinowych dla najmłodszych dzieci, 116 wyposażonych ośrodków noworodkowych...


I niesamowicie miło robi się, gdy starsza pani wrzucając do kolejnej już tego dnia puszki (na płaszczu ma naklejonych kilka serduszek) mówi po cichu, że dzięki nam jej wnuczka należy do miliona noworodków, które miały po urodzeniu przebadany słuch.

serducho na czapę

Serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Taka niewielka nagroda za to, że się pomogło i nieważne jaką kwotą, bo liczą się intencje. Na płaszczach, portfelach, torebkach, plecakach... Dzieciom nakleja się "serducho na czapę", a one rozradowane biegną pochwalić się rodzicom. Być może nie rozumieją jeszcze, co znaczy serduszko, ale od małego mają zaszczepioną chęć pomocy. Gdy dojrzeją i zrozumieją wartość serduszka na piersi, nadal będą pomagały.

Pod koniec dnia, gdy jako padający już wolontariusz biega się po ulicach, trudno jest spotkać osobę bez serduszka. Nawet jeśli nie widać go na pierwszy rzut oka i podbiega się do owej osoby, ta po kilku minutach mozolnego przeszukiwania kieszeni (kwestujący patrzy z nadzieją, że w celu odnalezienia monety) wyciąga je zupełnie zgniecione i z uśmiechem oddala się w obranym wcześniej kierunku. Radość, bo przecież nieważne, do kogo wrzucił, ważne, że na jeden szczytny cel.

sztabowe rozliczanie

Po kilku godzinach puszka staje się ciężka, a wytrzymałość wolontariusza osiąga kresu wytrzymałości: nadchodzi moment na orkiestrowy żurek, czyli sztabowe rozliczanie. Po dzielnym bieganiu po mieście, za okazaniem identyfikatora, kwestujący częstowani są tradycyjnym już żurkiem i kubkiem herbaty. Czas porównywania ciężkości puszek między grającymi z Orkiestrą, ostatnich datków, wymiany przeżyć. Potem tylko oddanie puszki w bezpieczne miejsce i można wracać do domu, aby śledzić przed telewizorem kolejne liczby, dane, rekordy, aby słuchać Jurka Owsiaka wołającego ochrypniętym głosem, że gramy do końca świata i jeden dzień dłużej, aby wyspać się i mieć siłę odebrać rozliczenie w sztabie już następnego dnia.

Wieczorem światełko do nieba i świadomość, że tego roku znów się udało. Na koniec postanowienia co do kolejnych. Gorąco polecam!


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07