poprzedni inne z numeru
02 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Historyczne pytania o człowieka - rozmowa z Emilem Wiśniewskim
Trudne chwile z nadzieją
Tam czyli gdzie czyli imię szkoły
Azyl w szkole czyli mój kawałek podłogi
Instrukcja obsługi instynktu samozachowawczego
Gramy dzień dłużej z WOŚP
Przegrajmy w ten jeden dzień z WOŚP
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Powraca niespodziewanie
Wzruszacz for men
Zasłuchane
Traje... traje... co?
SDM do tego co lepsze
Od patrona 2
Od patrona 3
Pomniki historii 2 - Powstanie Styczniowe
Nie śpij. Wróg czuwa!
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
01 2005-2006
03 2005-2006
nr 02 2005-2006 obserwacji
Słów tysiące miliony

Szkoła - budynek prawie cały dzień pełen ludzi. Ludzi, którzy ze sobą dyskutują, rozmawiają czy po prostu rozprowadzają plotki. Ale o czym oni tak zawzięcie na każdej przerwie, lekcji, w każdym miejscu rozprawiają? Postanowiłem to sprawdzić.

Zacząłem od miejsca, gdzie każdy z nas kieruje się najpierw (albo przynajmniej kierować się powinien) - od szatni. To tu codziennie rano dowiadujemy się o jakichś klasówkach, pracach domowych, zadajemy rytualne "co tam?" i się naradzamy...

- Cześć, idziesz na chemię?
- Chyba tak... Jestem taki zamulony. Znowu się nie wyspałem...
- Nie idź. Ja nic nie odrobiłem. A jak mnie zapyta...
- Czekaj! Było coś zadane?! Ja nic nie odrabiałem.
- Nom, z 10 zadań.
- Ładnie. Dobra, nie idziemy. Powiem, że zaspałem...

Postanowiłem, że spóźnię się (ale tylko troszeczkę) i przejdę się dłuższą drogą do 8, tj. przez górny hol. A tam - grupka żywo spierających się o coś osób.
- Nie wytrzymam z nim w jednym pomieszczeniu ani chwili dłużej! Jak on się zachowuje? Idiota!
- No coś ty, on jest właśnie fajny. Jesteś uprzedzona. Jakbyś go bliżej poznała...
- Ale ryjecie. Anka, nie przesadzaj! Nic ci takiego nie powiedział i wcale cię przed klasą nie upokorzył. Olej to!
- Nie! - Jeszcze raz coś takiego zrobi to...


Nie zdążyłem się dowiedzieć, co ta rozwścieczona dziewczyna mu zrobi, gdyż na horyzoncie ukazała się postać nauczyciela, przez co osoby te pobiegły szybko do klasy. Kontynuowałem więc moją próbę dotarcia na lekcję...
- Hej! Ale masz fajny pasek.
- Wyczesany, nie?
- Gdzie kupiłaś?
- W Warszawie, w Arkadii- powiedziała dumnie posiadaczka obitego futerkiem paska - tylko 20 zeta dałam.
- Naprawdę świetny. Dobra, lecę. Pa!
- No to pa!

Popatrzyłem przez chwilę na rozstające się czule koleżanki i zbiegłem z głównych schodów.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie...

Zająłem swoje miejsce i rozejrzałem się po klasie. Była to tzw. luźna lekcja, większość osób rozmawiała szeptem:
- Cały wieczór puszczaliśmy sobie sygnały!
- I co? Co potem?
- Napisałam mu, że nie mam czasu, a on na to: "za to ja dla ciebie zawsze znajdę czas"
- Wow!


Przede mną toczyła się rozmowa o wczorajszym meczu, a na końcu sali dostrzegłem gorącą dyskusję, która - gdy się bliżej przyjrzałem - okazała się sporem o możliwych rozwiązaniach zadania z fizyki (bez komentarza).

Nareszcie przerwa! Jako że wszystkie drogi w naszej szkole prowadzą do kawiarenki, również ja dałem się poprowadzić jednej z tych dróg i zawędrowałem do tego ważnego (by nie powiedzieć: najważniejszego) miejsca w liceum na Długiej, głównego centrum informacyjnego szkoły. To tu wszyscy dowiadują się, co K. z Id powiedział i co miała na sobie O. z IIc.

A tam jeden wielki hałas. Rozmowy, ploteczki, wybuchy śmiechu, ataki płaczu, lekcje odrabiane, kserowane, przepisywane... Wszystko, czego można zapragnąć. Stoliki pozajmowane (w końcu to długa przerwa). Zewsząd nadlatują do mnie strzępki rozmów:
- Zobacz! Jak ona wygląda! Róż i błękit... Szkoda, że krótszej nie miała tej bluzki...
- Po młodszej siostrze na pewno. Dobra, nie zawracajmy sobie nią głowy. Opowiedz mi lepiej, jak po weekendzie...
- Tata miał imieniny, ale się objadłam. Przytyłam z parę kilo.
- Oj weź, ty to jesteś szczupła. A ja? Idę od jutra na jakąś dietę...
- Ja też! A więc od jutra?
- Tak! Od jutra...


Przechodzę dalej, do drugiej części kawiarenki, tej bardziej spokojnej (co nie oznacza wcale, że tu jest cicho). Siadam obok dwóch dziewczyn.
- Kiedy do mnie przyjedziesz?
- Dopiero w sobotę. Teraz mam tyle nauki. Tyle rzeczy trzeba zaliczyć. A jeszcze poprawy. Nie mam siły!...


- W sobotę się odstresujemy. Jakiś horror obejrzymy!
- Nie, bo znowu zaczniesz piszczeć! Nie nadajesz się do oglądania horrorów...
-Ale ja nie piszczę! - zapiszczała Nie-Nadająca-Się-Do-Horrorów.

Każdy chce coś powiedzieć, kogoś przekrzyczeć, zaistnieć. Nie mogąc nadążyć z notowaniem ("No i on mi wtedy odpowiedział...", "Podobno nie ma M. dzisiaj w szkole...", "Mam ci to jeszcze raz wytłumaczyć?", "Idź stąd, bo ryjesz banię!"), wybiegłem z kawiarenki. Byle tylko znaleźć jakieś spokojne miejsce...

Skierowałem się więc w stronę biblioteki - miejsca z wyczuwalną humanistyczną atmosferą; miejsca, gdzie mówi się nabożnym szeptem...
- Spójrz! Prześcignęli nas! Mają więcej książek od nas wypożyczonych!
- Faktycznie. No i co z tego?


- No cóż... Moją ambicją jest, by z pierwszych klas tylko Ia mogła nas wyprzedzić...
- Nie przesadzaj! Lepiej daj mi jakąś fajną książkę.
- Hmmm... (rozgląda się). Może "Alchemik"?
- Nie... to chyba będzie za mądre dla mnie.
- Mam. Czytałeś "Eragona"?
- Nie, o czym to?
- 15-latek napisał powieść o chłopcu, który znalazł jajo smoka. Tak wciągające...
- Fantastyka? To biorę...


Moją uwagę przykuwa dwóch chłopaków, kłócących się o coś zawzięcie (wcale nie nabożnym szeptem) przy regale z gazetami. Jeden trzyma w ręku "Politykę". Czyżby spór ideologiczny? Podchodzę bliżej.
- Weź się zastanów, co ty mówisz! Byś wszystkim pieniądze rozdawał! Ciekawe, kto będzie na twoje państwo łożył?! (tak! tak powiedział: łożył)
- Najbogatsi. Powinien być dla nich jak największy podatek, bo to przede wszystkim złodzieje!
- A kto ci będzie miejsca pracy tworzył przy wysokich podatkach?
- Państwo!!!
- To nie jest jego rola! Jakie ty masz poglądy! Skrajnie lewicowe! Komuch!
- Przynajmniej szanuję ludzi, a nie tylko pieniądze ...


Spór był bardzo zapalczywy, padło parę ładnych epitetów. Dobrze, że się chłopcy angażują politycznie, ale nie chciałbym, by ten w czarnym swetrze doszedł do władzy...

Dzwonek. Wychodzę z biblioteki. Mam klasówkę, lepiej się nie spóźniać tym razem. Idę, w myślach powtarzając materiał. Nagle słyszę absurdalną wypowiedź:
- Widziałeś żółte napisy?

Odwracam głowę i widzę trzech zadowolonych z życia uczniów:
- Nooo..., ale potem zaczęły mi pomarańczowe skakać po kolanach.
- To musiało być bolesne. Czy czujesz się teraz odtrącony przez społeczeństwo?
- Zawsze się tak czuję. Tym razem czułem się wyindywidualizowany...
- Ja tam wolę czochrać żabki rzeżuszki...

Uznałem, że nie będę się dłużej przysłuchiwał tej dosyć nietypowej rozmowie i popędziłem na lekcję.

Polski, czyli literatura, poezja itd. - w klasach o ścisłym profilu nie należy do tematów najczęściej poruszanych (nawet w Ie, gdzie większość uczniów minęła się z powołaniem, tzn. profilem). Byłem więc mocno zaskoczony, gdy wchodząc do klasy zamiast rozwrzeszczanej młodzieży ujrzałem statecznych "miłośników mądrości". Każdy dyskutował (albo rozmyślał), zapewne o naturze bytu. Do moich uszu dolatywały takie hasła jak: sensualizm epistemologiczny, prawda kataleptyczna czy sądy dysjunktywne (nie pytajcie, co to jest). No tak, sprawdzian z filozofii. Nastrój w klasie zupełnie inny od tego z poprzedniej lekcji. Teraz wszyscy powtarzali, modląc się w duchu o dobrą ocenę. Ktoś tam gorączkowo szeptał, ktoś lamentował, każdy filozofował. A za chwilę - wszyscy rozpoczęli pisanie.

Kolejny dzwonek. Oddajemy kartki.

I znów wybuchają rozmowy. Tysiące, miliony słów, które trzeba wysłuchać, przetworzyć, zanotować. Słów, często o głębokim sensie, a często głupich, złośliwych, niepotrzebnych. Słów o szkole, znajomych, imprezach, o przyjaźni i uczuciach lub zupełnie o niczym. Słów... Dzwonek.


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07