poprzedni inne z numeru
01 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Mówić z odpowiedzialnością
U Piłsudskiego przemiany
Taki kraj - dzień Solidarności
Ja Cię widzę skacz
Zawsze żyć naprawdę
Otrzęsinowe puzzle
Starszyzna ocenia
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Przepisywane nieodrabiane
Odrabiane nieprzepisywane
Patrick Suskind - Pachnidło
Razem młodzi przyjaciele
Pomniki historii 1 - Lisie Jamy
Od patrona 1
SuperSebastian vs Wielka AnarhiAAA
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
02 2005-2006
03 2005-2006
nr 01 2005-2006 humoru
Literaccy uczniowie
I śmiech niekiedy może być nauką,
kiedy się z przywar, nie z osób natrząsa
Ignacy Krasicki   

Nasze oczy łatwo wyłapują błędy innych. Nie jest żadnym problemem zauważenie czyjejś pomyłki, zarejestrowanie potknięcia, wyłowienie cech negatywnych spośród wielu innych. Rozbawiony uśmiech łatwo pojawia się na twarzy, irytacja jest komentarzem nagminnie spotykanym, podobnie jak – często nieprzemyślana – krytyka. Trudniej rzecz wygląda, jeśli trzeba się z tym zmierzyć z drugiej strony – gdy ostrze krytyki dotyka bezpośrednio nas, naszych cech i naszych potknięć. Wtedy momentalnie spływa z twarzy przemądrzały uśmiech. Tylko co niektórzy potrafią przyjąć dawkę wytkniętych błędów z dystansem – wtedy śmiech zostaje, ale ten śmiech potrzebny – z samego siebie.

Krokiem prowadzącym jeszcze dalej, już nawet za tę zdystansowaną beztroskę, jest samodzielne wyłapywanie błędów, mówienie o wadach obecnych w samym sobie. I niekoniecznie musi to być – jak się może wydawać – samobiczowanie, bo zauważenie błędu to już połowa drogi do jego naprawy, a czasem pokazanie palcem zamiast skrzydła podcinać, może je umocnić. Dlatego – piszemy satyry. Aby sami sobie swoje skrzydła umacniać.

mk

Dzień ten zaczął się normalnie:
Hałas w szatni, tłoczno, gwarnie,
Słyszeć da się głos rozmowy,
Zwyczaj uczniów to nie nowy,
Wtem przebija się głos Marty,
Która wstaje licząc karty
Księgi, którą dzisiaj wlecze
Ku niekrytej swej uciesze.
Liczy zatem po kolei,
Ja nie tracę zaś nadziei,
Że przed tysiąc pięćset skończy,
Że nam zaraz tu dołączy
Słów wyjaśnień choćby kilka,
Że to powieść o motylkach,
O zwierzątkach i konikach,
O jaskółce i biedronce,
O zajączku, i o łączce...
Tonem jednak niesłychanym
Rzecze: „To moje wypracowanie.
Cały weekend je pisałam.
Chwili nawet nie przespałam,
Nic nie jadłam i nie piłam –
Raz w kościele tylko byłam.
Napisałam stron tych tysiąc
Chociaż mogłabym wam przysiąc
Jeszcze z tysiąc bym dziś mogła
Ale dzisiaj trzeba oddać”.
Głośno Julka wtem przemawia:
„A czy wiesz, po co jest kawa?
To dar Boży niesłychany!
Z nieba chyba wprost zesłany.
Trzeba tylko się hartować
Żebyś mogła się ratować.
Gdy klasówki i nauka
A tu sen do głowy puka.
Gdy referat i ćwiczenia
A zmęczenie chęci w sen zamienia.
Ja na przykład już od środy,
To nie piję nawet wody,
I herbaty też nie piję –
Kawą tylko samą żyję.
Dzięki temu w weekend cały
Umysł miałam wprost wspaniały.
Zresztą w środę już zaczęłam
Pisać to, co dzisiaj wzięłam
Co stron liczy milion chyba
I wypracowanie się nazywa”.
Doman za to się uśmiecha
I powiada, że „kaleka
Ten, kto sam z tym męczy się,
Zamiast wejść na: www.ściąga.pl
Po co przecież czas marnować?
Zamiast czas ten spożytkować
Na kanapie leżąc sobie
Dbając wtedy zaś o zdrowie.
Przecież sen nas relaksuje
I upływu lat ujmuje”.
Wstaje Gośka oburzona,
No i jak to zawsze ona
Ładną puentą to kwituje:
„że dostanie chyba dwóję,
Że w tym roku nie zda wcale –
Krzyczy zatem – że wspaniale,
Że zostanie gdzieś sprzątaczką,
Niańką, kuchtą albo szwaczką,
Że na studia już nie idzie,
Że ma zmarnowane życie”.
Cisza wnet zapanowała
Już minęła przerwa cała.
Nawet lekcja się zaczęła,
Idą wszyscy, więc do dzieła!
A ja tam gdzieś w centrum stoję,
Rzucam więc pytanie swoje –
Lekko, troszkę zdezorientowane:
„Ej, to było coś zadane?”

wszelka zbieżność osób i sytuacji (kojarzących się z IIa) całkowicie przypadkowa! [przypisek redakcji z inicjatywy autora]


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07