poprzedni inne z numeru
01 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Mówić z odpowiedzialnością
U Piłsudskiego przemiany
Taki kraj - dzień Solidarności
Ja Cię widzę skacz
Zawsze żyć naprawdę
Otrzęsinowe puzzle
Starszyzna ocenia
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Przepisywane nieodrabiane
Odrabiane nieprzepisywane
Literaccy uczniowie
Razem młodzi przyjaciele
Pomniki historii 1 - Lisie Jamy
Od patrona 1
SuperSebastian vs Wielka AnarhiAAA
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
02 2005-2006
03 2005-2006
nr 01 2005-2006 kultury
Patrick Suskind - Pachnidło

Są książki, których się nie zapomina. Są filmy, które wzruszają szczególnie mocno. Są piosenki, które szczególnie poruszają naszą wrażliwość. Może to być jeden wiersz, jedno zdanie, jedno słowo. Jedna minuta piosenki, jedna scena filmu. Najważniejsze, że jest szczególna, że istnieje głęboko w naszej świadomości i jakoś tam kieruje dokonywanymi wyborami. A może tylko wzrusza i zachwyca jak żadna inna. Takich utworów nie wolno zatrzymywać dla siebie. Trzeba dzielić się z innymi.
mp

O czym mowa? Mowa o książce, z którą zapoznałam się trzy lata temu, ale pod której wrażeniem jestem do dziś. Coś jak Tomasz Beksiński i „Kobieta- wąż?”- może ktoś zapytać. Hm… Może. Za 20 lat zapewne się o tym przekonam.

Co jest takiego magnetycznego w tej książce? Talent Suskinda pozwala nam dostrzec każdy zaułek XVIII-wiecznego Paryża, zobaczyć twarz staruszki stojącej przy straganie z owocami, wreszcie: poczuć ten idealny zapach, który chce stworzyć Jan Baptiste Grenouille.

Rodzi się on jako niechciane dziecko, wśród fetoru odpadków rybnych spoczywających w rynsztokach ulic Paryża. Odrzucony przez matkę i Kościół, sam musi się o siebie troszczyć, by przeżyć. Już wie, już wie od dawna, że obdarzony jest nieprzeciętnym węchem. A zarazem skłonnościami psychopatycznymi. Rozpalone zmysły czytelnika potrafią wyobrazić sobie tę postać, która przeżywa syfilityczną odmianę czarnej ospy, połączoną z ropną odrą in stadio ultimo. Co my na to? Nam się robi niedobrze. Umrze? Nie umrze? Umrze…? Niech skończy się ta psychoza, niewiedza, niech skończy się jego zapał i szaleńczy upór w dążeniu do tego jedynego celu. Przecież to napięcie doprowadzić może do jakiejś nerwicy!

Nie umiera. Przeklęty hart ducha…- myślimy i.... podziwiamy!

Idzie. Tropi. Dąży do celu. Zmierza na południe. Był nikim, więc mógł zostać wszystkim. Nie wystarcza mu ciepła posada w renomowanym zakładzie perfumeryjnym. Chce więcej. Chce być…dokonały. To przeraża.

Staje się zwierzęciem, by doprowadzić myśli do odpowiedniego stanu i zaatakować. Postrach ludzi. Bezwzględny morderca. Fanatyk. Dla niego nie ma już świata. On widzi tylko swój cel... Czy go osiąga?

Fascynujące jest zakończenie książki - budzi zarazem obrzydzenie, podziw, jak i niezrozumienie. Ale… kto mógłby zrozumieć Jana Baptiste Grenouillego?

Nie ja. A jednak mnie zachwycił.


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07