poprzedni inne z numeru
01 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Mówić z odpowiedzialnością
U Piłsudskiego przemiany
Taki kraj - dzień Solidarności
Ja Cię widzę skacz
Zawsze żyć naprawdę
Otrzęsinowe puzzle
Starszyzna ocenia
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Przepisywane nieodrabiane
Patrick Suskind - Pachnidło
Literaccy uczniowie
Razem młodzi przyjaciele
Pomniki historii 1 - Lisie Jamy
Od patrona 1
SuperSebastian vs Wielka AnarhiAAA
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
02 2005-2006
03 2005-2006
nr 01 2005-2006 dwóch stron.kontrapunkt
Odrabiane nieprzepisywane

Wydawać by się mogło, że to zmora uczniów – od tych najmłodszych, stawiających nieporadne litery w zeszytach w trzy linie, poprzez tych, którzy pierwszy raz stają oko w oko z koniecznością przewidzenia, co powstanie w reakcji magnezu i tlenu, aż do tych starszych, którzy już ukierunkowani nieco, wczytują się w życiorysy filozofów lub rysują dziesiątki wykresów analizując jedno zadanie. Wydawać by się mogło, że to żadna przyjemność wracać po długich godzinach do domu i zamiast pobiec od razu na zielone trawniki, by poskakać w promieniach zachodzącego słońca lub rzucić się na fotel i zatopić w jakiejś grubej książce, trzeba siąść i cierpliwie rozkładać kolejne zeszyty wracając myślami do tego, w czym tkwi się po uszy od wielu lat.


Ale tak naprawdę na jak długo starczyłoby nam energii do nauki, gdybyśmy mieli z nią do czynienia tylko w określonych godzinach w jednym budynku i na jak długo – pamięci, by wszystko, co wtłoczone do naszych głów przez 45 minut, bez powtarzania w tych głowach zachować? Ćwiczenie czyni mistrza. Odrabianie prac domowych (bo o nich oczywiście mowa), choć pozornie jakże często bezsensowne i niepotrzebne (wszak można przećwiczyć rozwiązywanie równań dodając i odejmując liczbę ptaków na gałęziach), ma ukryty sens. Sens, który stał się ukryty z biegiem lat rozwoju szkolnictwa – dziś nie jest tak oczywiste jak kiedyś, że młody człowiek pracuje w domu, by pogłębiać wiedzę zdobytą na lekcjach, bo przecież stać go na wiele więcej niż słuchanie i zapisywanie co ważniejszych dat. A pochylanie się nad biurkiem do późnych godzin nocnych może mieć swój urok, jeśli tylko to, nad czym się pochylamy, jest dla nas ciekawe. A to, czy jest ciekawe – zależy od nikogo innego jak od ciała pedagogicznego, które niejednokrotnie musi dużo się nagłowić, by dostosować zadania do naszych możliwości. A wychodzą z tego rzeczy ciekawe – o czym my, jako uczniowie, przekonujemy się najlepiej.

przeszukujemy gazety, by znaleźć
potrzebny wycinek z wynikami wyborów.
budujemy układy szeregowe i równoległe,
aby przekonać się,
jak zmienia się w nich napięcie prądu.
próbujemy ułożyć budżet gminy,
żeby przekonać się, czy to rzeczywiście
takie skomplikowane

Pod koślawym „ praca domowa” znajdujemy całą paletę wymagań programu i pomysłów nauczycieli, cały wachlarz uczniowskich umiejętności i chęci. A więc szukamy pojęć, tekstów piosenek i fragmentów utworów, informacji. Rysujemy grafy, aby pokazać wieloaspektowość. Określamy funkcje nawiązań do sztuki ludowej w romantycznych utworach (a może akurat będziemy pisać pracę magisterską na temat obecności elementów ludowości w balladach Mickiewicza), dowiadujemy się, dlaczego druciki w żarówkach mają różną grubość (a nuż przyjdzie nam kupować żarówkę pod konkretne płynące w układzie napięcie). Zagłębiamy się we właściwości węglowodorów, aby określić, w jaki sposób wpływają na środowisko (przecież lepiej wiedzieć, z jakich toksycznych pierwiastków składa się deszcz padający nam na głowy, niż hasać w nim beztrosko nieświadomym). Próbujemy ułożyć budżet gminy, żeby przekonać się, czy to rzeczywiście takie skomplikowane (przecież niewykluczone, że w przyszłości wejdzie to do naszych stałych obowiązków).

Uczymy się na pamięć imion hinduskich bogów (kto wie, czy nie wygramy dzięki temu kiedyś jakiegoś konkursu) i postanowień pokoju w Budziszynie (może właśnie ta informacja zaważy na zdaniu matury z historii). Przeszukujemy gazety, by znaleźć potrzebny wycinek z wynikami wyborów (dzięki czemu, gdy za 20 lat ktoś zapyta o te informacje, wystarczy, że sięgniemy wtedy do zeszytu i już – kronika na wyciągniecie ręki). Budujemy układy szeregowe i równoległe, aby przekonać się, jak zmienia się w nich natężenie prądu (co daje pewność, że za kilkanaście lat będziemy umieli wytłumaczyć dziecku, dlaczego te lampki na choince się nie świecą). Piszemy dziwne historyjki po francusku po to, żeby dowiedzieć się, jak powiedzieć w tym melodyjnym języku „pchła” lub „bezręki kaleka” (a kto wie, czy nie przyjdzie nam kiedyś kupować we Francji lekarstwa przeciwko tym małym żyjątkom lub wyjaśniać policji, kto właściwie włamał się do naszego mieszkania). Wciąż na nowo uczymy się ubierać w słowa myśli. Rzeczowo argumentować. Szukać przyczyn zjawisk, które znamy. Wytrwale dochodzić do sedna sprawy. Otwierać sobie jednym słowem szufladkę wielu skojarzeń.

Oczywiście – można do tego podchodzić w dwójnasób. Ze znudzoną miną naznaczoną męczeństwem lub przekonaniem, że może to się jednak kiedyś do czegoś przyda. Swoją drogą, bez takiego przekonania cała edukacja okazuje się szopką bez sensu. A skoro już wstaje się co rano, aby zdążyć przed tą znaną nam tak dobrze godziną za pięć ósma, skoro znajduje się siłę, aby przez kilka godzin przebywać w jednym budynku, zmieniać tylko sale i rodzaje zeszytów, skoro poświęca się wieczory na poszerzanie swojej wiedzy na tyle chociaż, aby w wędrówce szkolnej nie zatrzymać się na dłużej, skoro znajduje się w sobie dość siły, żeby od czasu do czasu zrobić coś nawet ponad granicę podstawowych wymagań – to chyba jednak ma gdzieś tam w sobie tlący się płomyczek tego przekonania. A w takim razie – nie ma prawa narzekać na to, co ten płomień podtrzymuje.

p.s. Tak więc, drogie dzieci – morał z tej opowieści bardzo prosty: odrabiajcie prace domowe!


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07