poprzedni inne z numeru
01 2005-2006
następny
Witaj
Aktualności szkolne
Mówić z odpowiedzialnością
U Piłsudskiego przemiany
Taki kraj - dzień Solidarności
Ja Cię widzę skacz
Zawsze żyć naprawdę
Otrzęsinowe puzzle
Starszyzna ocenia
Sonda wśród uczniów
Sonda wśród nauczycieli
Odrabiane nieprzepisywane
Patrick Suskind - Pachnidło
Literaccy uczniowie
Razem młodzi przyjaciele
Pomniki historii 1 - Lisie Jamy
Od patrona 1
SuperSebastian vs Wielka AnarhiAAA
oryginalna wersja w pdf!
pobierz pdf (33.58Mb)
inne numery:
02 2005-2006
03 2005-2006
nr 01 2005-2006 dwóch stron . czyli temat
Przepisywane nieodrabiane

Nie sposób tego nie zauważyć. Chyba codziennie, niemal na każdej przerwie.


Zajmują cały rząd foteli na górnym holu. Cechy charakterystyczne: otwarte zeszyty (zazwyczaj dwa), długopis w ręce i rzucane od czasu do czasu pełne nerwów spojrzenie, by sprawdzić, czy przypadkiem nikt nie obserwuje.

Oczywiście chodzi o przepisywaczy. Są wszędzie: przy parapetach, w szatniach i kawiarence, a nawet w toalecie.

Oblegają większość powierzchni płaskich (wliczając podłogę).

Podchodzę do grupki przepisywaczy. Złączone dwa stoliki, na środku kupki zeszytów – do wyboru, do koloru. Pytam się: „Dlaczego? Czemu nie odrobiliście tego wcześniej?”.

Chwila konsternacji, wybuch śmiechu. W końcu jeden pyta: - Co ci się stało? Dlaczego pytasz? Czy to coś nienormalnego? - Chciałbym tylko wiedzieć, czemu tego nie zrobiliście w domu. - No cóż… ja zazwyczaj nie odrabiam lekcji. Nie chce mi się. Wolę spać, jeść i grać na komputerze. Po prostu uważam, że to strata cennego czasu. - A ja przepisuję polski, bo mnie nudzi. W końcu jestem na mat-fizie. Odrzuca mnie, jak mam zrobić sam notatkę. - A ty? – pytam dosyć niepozornego chłopaka w czarnym swetrze. - Ja odrobiłem. - To czemu dajesz? Często to robisz? - No, prawie codziennie. Daję, bo nie chcę wyjść na kujona.


Stolik dalej kolejni przepisywacze. I te same odpowiedzi: „Nie mam czasu”, „Wolę oglądać telewizję”, „Nie lubię tego” itp. Wyłonił mi się obraz znudzonego życiem, a przynajmniej szkołą ucznia, który prawie nigdy nie odrabia lekcji, chyba że od święta. Nie wiem, czy tego dnia to sami notoryczni ściągacze przepisywali, ale 80% osób przyznało mi podczas tego mini-slalomu pomiędzy stolikami, że oni lekcje to tylko w szkole „odrabiają”.

To nikt już sam lekcji odrabiać nie lubi? Bo mi wyszło, że to jakieś ekscentryczne…

Ha! Jednak znalazłem dziewczę, co lekcje lubi odrabiać. I stara się to robić starannie. Ewelina (bo tak jej na imię) powiedziała, że daje przepisywać, bo ma dobre serce, ale nigdy nie przepisuje, tylko sama stara się zrobić, co trzeba.

Można teraz powiedzieć: „praca domowa – zadawana to może i tak, ale żeby odrabiana…”. Czy aby na pewno odrabiana? Co to da, gdy nauczyciel coś zada, a uczniowie tego nie wykonają, tylko bezmyślnie przepiszą? Czy jest sens zlecać coś, co nie zostanie wykonane solidnie? Czy jest sens - nie robić tego solidnie?

Praca domowa – tak nielubiana część naszej szkolnej egzystencji. Przyprawiająca o bóle głowy, drgawki, urazy psychiczne (no, zły humor po prostu). Najlepiej, jak by w ogóle znikła lub chociaż zmniejszyła się do niepozornych wymiarów. Wiemy jednak, że to niemożliwe – jak świat światem, a szkoła szkołą, praca domowa będzie zadawana. I kropka.


komentarze || dodaj komentarz
do góry rimk '07